19:22:00

Egipt - Sharm El Sheikh oraz Kair | Przesiadka we Włoszech - dzień w Wenecji

Egipt - Sharm El Sheikh oraz Kair | Przesiadka we Włoszech - dzień w Wenecji

Jeśli szukacie relatywnie tanich wakacji z pogodą pewną na 99% to Egipt jest idealnym kierunkiem. Był to nasz pierwszy pobyt na czarnym lądzie (poza archipelagiem Seszeli) i w dodatku bardzo intensywny. Po wylądowaniu, odłożyliśmy jedynie walizki w hotelu i od razu ruszyliśmy z Sharm El Sheikh do Kairu. Stolica Egiptu oddalona była od naszego zakwaterowania o jakieś 500 km. Przewidywany czas przejazdu autokarem na stronie wycieczki wynosił około 6 godzin. Nasz przejazd zarówno do jak i z Kairu znacznie się przedłużył i trwał około 10 godzin w jedną stronę. Autokar kilka razy był zatrzymywany przez policję, a każdy postój trwał około pół godziny. Nie mam pojęcia czemu służyły aż tak częste kontrole, ale widocznie to taki urok Egiptu... ;) Prawdopodobnie wynika to z niestabilnej sytuacji gospodarczej oraz bliskości Kanału Sueskiego, który może być miejscem potencjalnych przemytów nielegalnych towarów.
Zdecydowaliśmy się wykupić wycieczkę biura Book-tour-Egypt z przewodnikiem. Zostaliśmy przydzieleni do 10-osobowej grupy z Brytyjczykami i Amerykanami, czuliśmy się dość bezpiecznie. Spotkałam się z opiniami, że lepiej nie organizować wycieczki do Gizy na własną rękę. To nie zbyt ciekawa część aglomeracji Kairu. Miejsce to jest dosyć zaniedbane i niebezpieczne jak na wartość historyczną jaką posiada. Jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi, bywały przypadki porwania kobiet na wielbłądach..:) Dlatego polecam udać się tutaj z większą grupą. Zanim jednak dotarliśmy do najważniejszego punktu wycieczki jakim są piramidy, odwiedziliśmy muzeum w Kairze. Znajdują się tutaj niesamowite zbiory z czasów starożytności tego kraju. W muzeum doświadczymy mnóstwo przedmiotów począwszy od narzędzi, poprzez bronie a skończywszy na przedmiotach codziennego użytku. Ogromne wrażenie robią mumie (niestety niektórych nie można sfotografować) i wiele innych bogatych w egipską historię eksponatów królewskich.
Następnym punktem wycieczki było przepłynięcie po Nilu. Najprawdopodobniej jest to najdłuższa rzeka na świecie. Niektóre źródła podają jednak że jest nią Amazonka. Godzinny rejs miał wyjątkowy klimat, podczas wycieczki włączane były nastrojowe piosenki, wpisujące się w arabski styl. Ogólny koszt wycieczki do Kairu z Sharm El Sheik to $50 od osoby. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to cena ostateczna. Na miejscu dodatkowo trzeba było zapłacić $20 od osoby za owy rejs oraz za wejście na teren parku piramid w Gizie. W cenę pierwotną wycieczki wliczone jest wejście do muzeum i obiad.
Egipt to naprawdę urokliwy kraj, ale niestety ma swoje istotne minusy. Każdy turysta musi być bardzo ostrożny. Będąc w restauracji w Sharm El Sheikh poprosiliśmy o rachunek. Nie mieliśmy przy sobie gotówki, więc zapytaliśmy o możliwość płatności kartą. Na terminalu pojawiła się kwota 10 razy większa niż ta na rachunku. Nasza czujność nie została na szczęście uśpiona (nawet po tak sytej kolacji). Finalnie zapłaciliśmy poprawną kwotę, a kelner próbował nam wmówić, że nam się przewidziało, bardzo bawiła go zaistniała sytuacja...

Podobna sytuacja miała miejsce tuż po przyjeździe do hotelu. Pracownik recepcji próbował wmówić nam, że nasz pobyt jest rzekomo od dnia kolejnego a za wcześniejszy chceck-in trzeba dopłacić. Gdybyśmy nie mieli potwierdzenia z Agody, pewnie musielibyśmy zabukować dodatkowy dzień...

Zarówno centrum Sharm El Sheikh jak i Kairu pozostawia wiele do życzenia. Kto choć raz przechodził przez egipskie ryneczki, targi sklepiki czy też restauracje wie o czym piszę. Stanowcze "nie" na słynne "1 dolar my friend" nie wystarczy... Niestety mimo przyjemnego klimatu w zimie i bogatej kultury tego kraju zachowanie niektórych mieszkańców znacznie nas zniechęciło i pewnie nie zawitamy do Egiptu ponownie.
Lecąc do Egiptu, mieliśmy przesiadkę w pięknej Wenecji. Szybka kawa i pizza w urokliwych uliczkach idealnie zakończyły nasz urlop. Będąc w Wenecji po raz kolejny ograniczyliśmy relacje i fotografowanie. O organizacji wyjazdu do Wenecji można przeczytać tutaj: Urodziny w Wenecji.

20:36:00

Abu Zabi - Największy meczet na świecie Szejka Zajida / Dubaj

Abu Zabi - Największy meczet na świecie Szejka Zajida / Dubaj

Wybierając się na Malediwy, dodatkowo zwiedziliśmy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Przesiadkę w pierwszą stronę mieliśmy w Abu Zabi, a powrót był z Dubaju. W Emiratach Arabskich byłam już w 2022 r., konkretnie w Dubaju. Natomiast do Abu Zabi zawitałam po raz pierwszy. Mając jedynie kilkanaście godzin w Abu Zabi, zrezygnowałam ze spaceru w centrum, wzdłuż wysokich budynków, a wybrałam zwiedzanie Meczetu, który przede wszystkim słynie z tego, że jest największy na świecie.
Pytanie, które zapewne nasuwa Wam się jako pierwsze to "Czy warto?". Oczywiście, Meczet Szejka Zajida imponuje swoją okazałością, przepychem i wątpię by mógłby się komuś nie spodobać. Słynny Meczet w stolicy Emiratów jest niezwykle istotny dla Muzułmanów, wstęp jest darmowy. Przed wejściem należy uzupełnić formularz/druczek z danymi osobowymi. Można to zrobić online, bądź na miejscu. Polecam tę pierwszą opcję, by uniknąć kolejki. Po wypełnianiu formularza, wyświetlana jest informacja jak należy się przygotować do wstępu. Kobieta może mieć odsłonięte jedynie twarz i dłonie. Mężczyźni muszą pamiętać o zakrytych ramionach i spodniach przynajmniej za kolano. Tatuaże nie mogą być widoczne.
Noc w Abu Zabi spędziliśmy w czterogwiazdkowym hotelu Villaggio, który swoją drogą bardzo polecam. Hotel posiadał basen, szkoda, że nie było już czasu, by choć przez chwilę z niego skorzystać. Do meczetu dotarliśmy taksówką spod naszego hotelu, której koszt w jedną stronę to jedynie 40 zł / 12 km. Do Meczetu można dotrzeć także autobusem linii 94 (z okolic dworca autobusowego), ale nas gonił czas i nie podróżowaliśmy komunikacją po stolicy Emiratów. Jeśli chodzi o historię Meczetu to warto podkreślić, że inicjatorem budowy był pierwszy prezydent ZEA, szejk Zajid ibn Sultan Al Nahajjan. Budowa Meczetu trwała prawie 12 lat i kosztowała około 205 milionów funtów, czyli ponad miliard złotych. Budowla zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz robi ogromne wrażenie. Zdobienia wykonane są z marmuru oraz złota. Niestety nie udało mi się uchwycić jak Meczet prezentuje się w nocy, ale to warte podkreślenia, bowiem fioletowa iluminacja nocna wygląda imponująco. Meczet Szejka Zajida jest główną atrakcją stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich zarówno dla turystów jak i wiernych. Niektórzy pokonują nawet wiele tysięcy kilometrów by właśnie tutaj odbyć modlitwę.
Po wyjściu z Meczetu znajdziemy się w... galerii handlowej, gdzie można zakupić pamiątki. Znajdziemy tam również przebieralnie. Od tego miejsca nie ma już konieczności zakrywania ciała przez kobiety.
Jak już wspominałam wyżej, Dubaj dość szczegółowo zwiedziliśmy rok wcześniej. W tym roku nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu i tylko na chwilę odwiedziliśmy Zatokę Biznesu z Burj Khalifa na czele. Poniżej udostępniłam symbolicznie dwa zdjęcia z tego dnia. Jeżeli natomiast interesuje Was moja wyprawa sprzed roku, odsyłam tutaj: organizacja wyjazdu, co warto zobaczyć i zakazy w ZEA/ fakty i mity :)

20:37:00

Malediwy w styczniu, wyspa Gulhi / wycieczka na Sandbank, snurkowanie z rekinami

Malediwy w styczniu, wyspa Gulhi / wycieczka na Sandbank, snurkowanie z rekinami

By choć na chwilę zapomnieć o panującej zimie za oknem, postanowiliśmy wraz z mężem wybrać się na Malediwy. Kraj ten posiada ponad 1000 wysp z czego my odwiedziliśmy 5. Pierwszą wyspą, na której każdy zaczyna swoją przygodę na Malediwach jest Hulhule. Bowiem właśnie tam znajduje się międzynarodowe lotnisko (niedaleko stolicy Malediwów - Male). Jednak naszą docelową, wymarzoną, rajską wyspą była Gulhi. By dotrzeć na ową wyspę należy udać się na północną część miasta Male, gdzie znajduje się marina. Można wybrać prom publiczny (tańsza wersja, dłuższy czas przepłynięcia - $2 od osoby, 1 h 30 min.) lub rejs szybką łodzią, której czas przepłynięcia to jedynie 25 minut, a jej koszt to $30 od osoby. Komunikacja publiczna między wyspami nie jest najlepiej rozwinięta, trudno tutaj odpłynąć o zaplanowanej godzinie, a rejsy są często odwoływane. Trudno również znaleźć dobre oznakowanie lub tablice informacyjne, warto przygotować się do tej podróży znacznie wcześniej. Planując nasz pobyt postanowiliśmy na początku przenocować na wyspie Hulhumale, by uniknąć problemów z późnym przemieszczaniem się między wyspami. Hulhumale jest połączona mostem z lotniskiem, skąd dostaliśmy się autobusem miejskim (koszt to mniej niż $1 od osoby). Istnieje także możliwość dojazdu taksówką na Hulhumale, ale trudno o taką wieczorem w miesiącach najbardziej popularnych.
Przed wyruszeniem do miasta Male udało nam się spędzić trochę czasu na plaży na wyspie Hulhumale. Tutaj po raz pierwszy dotarło do mnie, że jestem w kraju muzułmańskim. Podeszła do mnie Pani pochodząca z Anglii, która mieszkała na Malediwach od 27 lat informując mnie, że nie mogę opalać się tutaj w stroju kąpielowym. Gdyby był to piątek mogłabym trafić nawet do więzienia. Jest to dzień święty dla Muzułmanów i wtedy plaże patroluje policja. Pomijając te wszystkie nieszczęsne sytuacje, plaża jest naprawdę urokliwa, można tu znaleźć wiele rajskich huśtawek. Nasz urlop zaczęliśmy od 27 stopni, całkiem nieźle jak na styczeń :p.

Tego samego dnia o godzinie 15:00 miał odbyć się rejs promem publicznym, ale został on ostatecznie przełożony na kolejny dzień. Stało się niestety to, czego się obawialiśmy. Zostaliśmy bez transportu na wyspę oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów. Postanowiliśmy poszukać szybkiej łodzi na własną rękę. Nikt nie był jednak w stanie udzielić nam jasnej odpowiedzi skąd owa łódź wypływa i o której godzinie. Godzina rejsu zmieniała się jak w kalejdoskopie, każdy z lokalnych pracowników mariny podawał inną informację. Ostatecznie wyruszyliśmy na wyspę Gulhi o godzinie 17:15.
GULHI - to mała, lokalna wyspa (200x500m), którą można obejść kilka razy dziennie. Znajdują się tutaj dwie plaże. Jedna dla turystów "Bikini Beach" oraz kolejna dla mieszkańców. Spędziliśmy tutaj niemal pięć dni i tylko w ostatni doświadczyliśmy przelotnych opadów. Resztę dni słońce pięknie oświetlało turkusowy Ocean Indyjski, a temperatura codziennie była bliska 30 stopni. Trzeba pamiętać o porach deszczowych i suchych, najlepiej wybrać się tutaj między grudniem a marcem.
Na wyspie znajdziemy kilka restauracji i lokalnych barów. My stołowaliśmy w Premier Beach Restaurant, bowiem była jedyną, w której można było płacić kartą. Woleliśmy zostawić sobie gotówkę na "czarną godzinę". Z pewnością mogę polecić tę restaurację, serwują tu naprawdę bardzo dobre dania. Ja często wybierałam ryż z tuńczykiem, a Mateusz ryż z curry i kurczakiem. Z zup wypróbowaliśmy krem pieczarkowy i cebulową. Do obiadu zawsze zamawialiśmy świeżo wyciskane soki, anansowy był moim ulubionym.
Niegdyś uważałam, że najpiękniejsze zachody słońca można zobaczyć na Santorini. Teraz jednak wygrywają te na Malediwach :D. Ze względu na to, że dość późno wyruszyliśmy z Male to wyspę Gulhi poznaliśmy wieczorną porą, przypłynęliśmy na czas zachodu słońca, który jest tu naprawdę wyjątkowy, niczym namalowany. Lokalni mieszkańcy są bardzo mili i otarci na turystów. Bez wątpienia łamią wszelkie stereotypy. Jestem w stanie stwierdzić, że mieszkańcy Gulhi to najmilsi ludzie jakich kiedykolwiek spotkałam.
Na wyspie jest kilka spotów z charakterystycznymi huśtaweczkami, na których często odpoczywaliśmy po obiedzie.
Na wyspie Gulhi wybraliśmy hotel Pearlshine. Obsługa hotelowa odebrała nas jako młode małżeństwo podczas swojej podróży poślubnej i przygotowała nam taką miłą niespodziankę. Nie wyprowadzaliśmy ich z błędu i grzecznie podziękowaliśmy. Nasza podróż poślubna była w równie pięknym miejscu, na Seszelach, ale rok temu :P. Plaża znajdowała się jakieś 200 metrów od hotelu, ale jak na tak małą wyspę trudno o dalsze położenie. Zdecydowaliśmy się na ofertę ze śniadaniem, które nie było zbytnio urozmaicone, ale smaczne. Do wyboru mieliśmy jajecznicę, kiełbaski bądź wersja na słodko - tosty z dżemem, miodem i owoce. Jedynie w piątki jest oferta specjalna, pancake z czekoladą :P.
Hotel oferuje kilka wycieczek całodziennych i krótszych, my wybraliśmy tę, w której ofercie było snurkownie, obiad na Sandbanku oraz zwiedzanie wyspy Maafushi. Snurkowaliśmy pierwszy raz w życiu i było to jedno z piękniejszych doświadczeń. Zostaliśmy dosłownie wyrzuceni z motorówki na środku Oceanu Indyjskiego. Już za pierwszym razem można było ujrzeć piękną rafę koralową z kolorowymi rybkami, żółwiami. Za drugim razem można było popływać z płaszczkami i rekinami. Tak, dobrze przeczytaliście, z rekinami. Nie byłam na tyle odważna, by dojrzeć do tej decyzji. Mój mąż, mimo krwawiącej nogi (zraniony podczas wpłynięcia na rafę koralową) zdobył się na odwagę i pływał z tymi pięknymi stworzeniami. Mimo, że owe rekiny zaliczają się do łagodniejszego gatunku to jednak 8% śmiałków doświadczyło ataków, jednak często sprokurowanych przez turystów. Oczywiście przeczytaliśmy o tym dopiero po fakcie. Oboje stwierdziliśmy, że był to jeden z piękniejszych dni w naszym życiu.
Malowniczy Sandbank znany z Instagrama musiał znaleźć się na mojej bucket liście. Już rok temu myśleliśmy o spełnieniu mojego małego marzenia, ale wtedy jeszcze nie można było poruszać się między wyspami w związku z ograniczeniami pandemicznymi. Sandbank to nic innego jak dość wąski skrawek piasku na środku Oceanu, na który z obu stron napływa woda. Widok niczym z rajskich okładek magazynów turystycznych. Jest tu wprost obłędnie. W oddali widać resort i wszystkim znane domki na wodzie.
Wybierając wyspę na Malediwach chcieliśmy doświadczyć bardziej lokalnego życia mieszkańców, niż głośnego życia nocnego. Maafushi to wyspa zdecydowanie bardziej turystyczna niż Gulhi. Znajdują się tutaj luksusowe hotele, duża liczba sklepów i restauracji, wyspa jest zdecydowanie bardziej rozwinięta. Czyli dokładnie tak jak nie wyglądają "prawdziwe" Malediwy. Plaża jest piękna, z resztą trudno stwierdzić inaczej przy tak turkusowym oceanie, ale bardzo mała. Wyspa Gulhi dysponuje zaś znacznie większą plażą z instagramowym spotem z huśtawką na czele. Takiej atrakcji zdecydowanie tutaj brakuje :p. Wiadomo, każdy lubi coś innego, warto zastanowić się jak chce się spędzić swoje wakacje. Oczywiście Malediwy to archipelag ponad 1000 wysp, a te o których opowiadam są stosunkowo blisko Male. To zdecydowanie dobra opcja dla osób takich jak ja, czyli mających chorobę morską. Czas wycieczki z Gulhi na snurkowanie i Maafushi to około 6h, cena $60 od osoby.
Trudno znaleźć bezpośrednie loty na Malediwy z Polski (poza biurami podróży). Nasza podróż zaczęła się w Katowicach z przesiadką w Abu Zabi. Lot powrotny był z kolei z Malediwów do Abu Zabi, a następnie z Dubaju do Wiednia. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by zwiedzić po raz pierwszy Abu Zabi i kolejny raz Dubaj. W następnym wpisie opowiem trochę więcej o obu Emiratach.

Copyright © 2016 Blog By Paulina , Blogger