11:34:00

Bazylea🇨🇭- świąteczne jarmarki w Szwajcarii

Bazylea🇨🇭- świąteczne jarmarki w Szwajcarii

W końcu udało mi się zrealizować mój mały świąteczny wypad do Bazylei! Plan był prosty, zobaczyć jarmarki bożonarodzeniowe, poczuć klimat Adwentu i po prostu dobrze się bawić. I wiecie co? To był świetny pomysł.

Muszę zacząć od tego, że ledwo wylecieliśmy z Krakowa - mgła była tak gęsta, że poranne loty zostały anulowane, a nasz lot zaplanowany na ok. 14:00 był tylko trochę opóźniony, ale… udało się wylądować!
Kiedy wyszliśmy na ulicę Bazylei, od razu poczuliśmy ten wyjątkowy klimat. W mieście panowała już pełnia świątecznej magii - światełka, ozdoby, choinki na każdym kroku, a powietrze pachniało grzanym winem i przyprawami.

Spacer zaczęliśmy od przejścia przez Bramę Średniowieczną - Spalentor, jedną z najlepiej zachowanych bram miejskich, która niegdyś była częścią fortecznych murów miasta. Ta monumentalna budowla robi naprawdę fajne wrażenie i świetnie wprowadza w historyczny klimat Bazylei.
Całe Stare Miasto było udekorowane - zaułki z choinkami, girlandy nad ulicami, świąteczne dźwięki płynące z różnych stron… idealne miejsce, żeby oderwać się od codzienności na choćby chwilę.
Z Bramy kierowaliśmy się w stronę słynnego mostu - Mittlere Brücke. To jeden z najstarszych mostów nad renem, który łączy dwie części miasta - Grossbasel i Kleinbasel. Most był cudownie ozdobiony świątecznymi światełkami, co dodawało mu jeszcze więcej uroku, szczególnie wieczorem, gdy nad rzeką zapalały się lampki.
Spacerując dalej, mijaliśmy ren (tak, to właśnie ta rzeka, którą pamiętałam z widoków z Bazylei), a nad jej brzegami unosił się lekki chłód i mnóstwo papierowych latarni.
W Bazylei odbywa się jeden z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych Christmas Marketów w Europie - znajdziecie tam mnóstwo drewnianych budek z rękodziełem, lokalnymi przysmakami i naturalnie - grzanym winem oraz pysznymi kiełbaskami. Były momenty, kiedy po prostu staliśmy przy jednej z takich budek, trzymając kubek gorącego grzańca i patrząc na migoczące światła - totalnie świąteczna magia!
W samym centrum natrafiliśmy na piękny, zabytkowy kościół - Basler Münster (Bazylejskie Münster). To ogromna, gotycko-romańska katedra z charakterystycznym czerwonym piaskowcem i kolorowymi dachówkami, górująca nad starówką i rzeką. Można tam wejść, obejrzeć wnętrze i poczuć historię tego miejsca.
Podsumowując: Bazylea w grudniu to totalna świąteczna bajka. Świetna atmosfera, piękne widoki, pyszne jedzenie i ten klimat, za którym warto jechać kawałek dalej.
W kolejnym wpisie opowiem Wam o naszej krótkiej, ale niesamowitej przygodzie w Liechtensteinie - jak tam trafiliśmy, co zobaczyliśmy i jakie niespodzianki nas spotkały!
 

11:33:00

Pearl Harbour, ostatni zachód słońca w Honolulu / powrót do Los Angeles

Pearl Harbour, ostatni zachód słońca w Honolulu / powrót do Los Angeles

Kiedy wspominam końcówkę pobytu na Hawajach, przed oczami od razu mam ulice Honolulu - eleganckie, pełne życia, a jednocześnie przesiąknięte tym typowym, hawajskim spokojem. Spacerowaliśmy wśród palm i luksusowych butików, gdzie światowe marki spotykają się z zapachem oceanu i promieniami słońca. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego, trochę wielkiego świata, trochę rajskiej beztroski.
W kolejnych dniach odwiedziliśmy Pearl Harbor. Nie płynęliśmy statkiem na dodatkowe wystawy, ale już samo przejście przez teren zrobiło ogromne wrażenie. Widzieliśmy wrak, liczne opisy i tablice, a także oryginalne przedmioty z tamtego tragicznego dnia, między innymi ubranie jednej z ofiar, zachowane ze śladami wydarzeń. To bardzo poruszające miejsce, które przypomina, jak wielką cenę potrafi mieć pokój.
Dla przypomnienia - atak na Pearl Harbor miał miejsce 7 grudnia 1941 roku. Japońskie siły zbrojne niespodziewanie zaatakowały amerykańską bazę marynarki wojennej na Oʻahu, co w ciągu kilku godzin pochłonęło życie ponad 2400 osób. To wydarzenie wciągnęło Stany Zjednoczone do II wojny światowej, która potrwała do 1945 roku i zakończyła się ich zwycięstwem. Stojąc w miejscu, gdzie rozegrał się ten dramat, trudno nie poczuć ciężaru historii, a jednocześnie ogromnego szacunku dla ludzi, którzy tam zginęli.
Na zakończenie pobytu czekał nas jeszcze ostatni zachód słońca nad oceanem, spokojny, pełen wdzięczności i refleksji. Zwiedzaliśmy jeszcze okolicę, starając się zapamiętać każdy detal…już bardzo tęsknię 🥲
Po zakończeniu pobytu na Hawajach wróciliśmy do Los Angeles, tak jak w drodze na wyspy - z przesiadką. Mieliśmy kilka godzin zapasu, więc początkowo planowaliśmy wyskoczyć na szybkie zwiedzanie Rodeo Drive i Beverly Hills. Finalnie jednak zrezygnowaliśmy, bo baliśmy się, że nie zdążymy na samolot,  nie chcieliśmy ryzykować. Jak się później okazało, samolot i tak się spóźnił, więc spokojnie byśmy zdążyli… no cóż, trudno się mówi.
Za to zamiast zwiedzania zjedliśmy sobie typowo amerykańską kolację, kanapki i gorącą czekoladę ze Starbucksa. Było bardzo klimatycznie: wystarczyło przejść kilka kroków od lotniska, żeby zobaczyć te charakterystyczne, wysokie palmy i poczuć, że to właśnie Kalifornia. Na ten moment nam to w zupełności wystarczyło. Zresztą byłam już wcześniej w Los Angeles, trzy lata temu, więc nie było mi aż tak żal, że tym razem nie udało się niczego zobaczyć.
Sam lot przebiegł naprawdę dobrze. Lecieliśmy przez noc, więc Emilka przespała prawie cały, niemal dwunastogodzinny lot. Miała swoją kołyskę, którą zapewnia LOT Polish Airlines, a do tego otrzymała słoiczki Gerbera, śliniaczek, maskotkę i skarpetki. Nawet nie zdążyła nic z tego zjeść, bo spała tak słodko przez większość podróży. Wszystko wzięliśmy na później, bo po przylocie do Warszawy czekała nas jeszcze dalsza trasa - powrót do Krakowa.

 

12:44:00

Waimanalo Beach – rajski zakątek na Hawajach

Waimanalo Beach – rajski zakątek na Hawajach

Waimanalo Beach to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie odwiedziłam podczas mojej hawajskiej podróży. Ogromna, szeroka plaża na wyspie Oʻahu zachwyca turkusową wodą i jasnym, miękkim piaskiem. Morze ma tu naprawdę wyjątkowy kolor – taki, że aż trudno oderwać wzrok.
To idealna plaża na długi spacer, chwilę odpoczynku w cieniu palm albo po prostu podziwianie widoków, które wyglądają jak z pocztówki. Jeśli kiedyś będziecie na Hawajach, naprawdę warto tu zajrzeć, takie miejsca zapamiętuje się na długo 🌺
Zaskoczyło mnie, jak spokojnie tam było. Niewiele osób, dużo przestrzeni i dźwięk fal, który towarzyszył mi przy każdym kroku. W tle widać soczyście zielone góry, co dodaje temu miejscu dzikiego, naturalnego uroku.
Nasza córka była zachwycona, bawiła się w piasku jak szalona, specjalnie się przewracała i śmiała się przy tym :) My z mężem nie kąpaliśmy się, bo fale były dość wysokie, ale brodziliśmy sobie przy brzegu i cieszyliśmy się chwilą. Spędziliśmy tam naprawdę świetny czas, bez pośpiechu i bez planu, po prostu razem, w pięknym miejscu.
Każdy nasz dzień na Oʻahu kończyliśmy spacerem po Kalākaua Avenue w Waikiki. Ta ulica wieczorem naprawdę żyje, światła, muzyka, sklepy, ludzie z całego świata. Idealne miejsce, żeby poczuć wakacyjny klimat i po prostu powłóczyć się bez celu.
Co chwilę coś nas zaskakiwało. Można tu obejrzeć (a nawet kupić!) samochód Teslę, który wygląda jak wyjęty z przyszłości,  serio, jak z kosmosu. A obok niego stoi… robot…
Spacer po Kalākaua Avenue stał się naszym małym rytuałem,  po plaży, po zwiedzaniu, po całym dniu pełnym wrażeń. Trochę zakupów, trochę lodów, trochę patrzenia na piękne zachody słońca. Idealne zakończenie dnia na Hawajach.

 

Copyright © 2016 Blog By Paulina , Blogger