19:56:00

Rimini i Bolonia, powrót po 10 latach

Rimini i Bolonia, powrót po 10 latach

Po 10 latach wróciłam do Rimini! I tutaj małe sprostowanie dla tych, którzy śledzą mnie również na Instagramie, przez pomyłkę napisałam tam, że minęło 11 lat. Nie chciałam już usuwać relacji, więc oficjalnie prostuję: minęło 10 lat! Tym razem jednak nie wróciliśmy do Rimini tylko we dwoje. Wróciliśmy tam razem z mężem, ale w trochę większym składzie, bo towarzyszyła nam nasza córeczka.

Rimini wybraliśmy jako taką naszą bazę wypadową na dłuższy weekend. Chcieliśmy trochę odpocząć, nacieszyć się włoskim klimatem, ale jednocześnie zobaczyć coś więcej. I to był naprawdę świetny pomysł.
Jedną z rzeczy, które najbardziej kojarzą mi się z Rimini, jest oczywiście plaża. Jest szeroka, piaszczysta i naprawdę ogromna. We wrześniu trafiliśmy też na bardzo przyjemną pogodę, było ciepło, ale bez męczących upałów, a co najważniejsze, na plaży było naprawdę spokojnie. Zero wakacyjnego tłumu, dużo przestrzeni, ciepły piasek. To właśnie lubię we wrześniowych wyjazdach, można jeszcze poczuć lato, ale bez tego całego wakacyjnego pośpiechu.

Samo Rimini też bardzo mi się podobało. Sporo czasu spędziliśmy w centrum, spacerując uliczkami, oglądając kolorowe kamienice, okiennice i różnego rodzaju dekoracje na budynkach. Jest tu sporo miejsc, w których aż chce się zatrzymać i zrobić zdjęcie. No i oczywiście nie mogło zabraknąć włoskich knajpek, kawiarni i tego charakterystycznego klimatu, który sprawia, że nawet zwykły spacer po mieście smakuje trochę jak wakacje.

Jednym z charakterystycznych miejsc w Rimini jest również Łuk Augusta (Arco d’Augusto) – zabytkowa brama będąca jednym z symboli miasta. To właśnie takie miejsca przypominają, jak długą i ciekawą historię ma Rimini.
Mieliśmy hotel ze śniadaniami i muszę przyznać, że już od samego rana można było poczuć ten włoski klimat. Rogaliczki z czekoladą, panini z prosciutto, pyszna kawa, gorąca czekolada… a do tego można było zrobić sobie kanapkę z Nutellą, czyli absolutnym klasykiem, który przecież pochodzi z Włoch. I tak zaczynaliśmy nasze dni – od pysznego śniadania, kawki i planowania, gdzie tym razem pojedziemy.
Choć samo Rimini miało być przede wszystkim miejscem odpoczynku, bardzo szybko okazało się, że jest też świetną bazą wypadową.

Jednego dnia wybraliśmy się do San Marino. I tutaj celowo nie będę się jeszcze za bardzo rozpisywać, bo San Marino zasługuje na osobny wpis – w końcu to już zupełnie inny kraj.
Po powrocie z San Marino wróciliśmy jeszcze do Rimini, a następnego dnia ruszyliśmy dalej – tym razem do Bolonii.
W Bolonii byłam już kilkanaście lat temu, ale wtedy był to właściwie tylko przystanek i przesiadka. Nie miałam więc czasu, żeby naprawdę zobaczyć miasto. Tym razem było zupełnie inaczej.
Mieliśmy kilka godzin na spokojne pospacerowanie po mieście i… Bolonia naprawdę mnie zachwyciła! To duże, piękne, czyste i charakterystyczne miasto, które często określa się mianem „czerwonego miasta” – i patrząc na jego zabudowę, naprawdę łatwo zrozumieć dlaczego.
Najbardziej podobały mi się klimatyczne uliczki, charakterystyczne kamienice, skutery i motory stojące niemal wszędzie oraz oczywiście mnóstwo typowo włoskich restauracji, knajpek i kawiarni. W Bolonii naprawdę można poczuć ten prawdziwy włoski vibe.
Było pięknie, klimatycznie i zdecydowanie za krótko – chętnie wróciłabym tam jeszcze raz, tym razem na trochę dłużej.
Po zwiedzaniu Bolonii wsiedliśmy w samolot i wróciliśmy do Krakowa. To był krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Trochę plaży, trochę zwiedzania, włoskie jedzenie, kawa, spacery, nowe miejsca i powrót do Rimini po dokładnie 10 latach, tym razem już jako rodzice naszej córeczki.

 

11:56:00

Marmaris - Turcja (z Rodos statkiem do Turcji)

Marmaris - Turcja (z Rodos statkiem do Turcji)

To już ostatni post z naszej wycieczki i zostawiłam sobie na koniec naprawdę fajną odskocznię, Marmaris.
Do Turcji przypłynęliśmy promem, a po zejściu z pokładu czekał już na nas autokar, którym ruszyliśmy na zwiedzanie. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze tureckie centrum jubilerskie, gdzie można było kupić biżuterię. I tutaj mały minus całej wycieczki, było to dla mnie trochę zbyt mocno nastawione na sprzedaż i momentami czułam typowe „naciąganie” turystów. Ale później… Marmaris wynagrodziło wszystko!
Oczywiście nie mogło zabraknąć poznawania tureckiej kuchni. Spróbowałam prawdziwej tureckiej kawy, podawanej z tradycyjnym lokum (Turkish delight), czyli tym charakterystycznym słodkim dodatkiem, a do tego oczywiście orzeszki. Była też okazja spróbować tureckich lodów, i to jest zupełnie osobna atrakcja, bo ich konsystencja i sposób podawania naprawdę różnią się od naszych.
Co ciekawe, jadąc do Turcji po raz pierwszy, miałam w głowie zupełnie inne wyobrażenie tego kraju. Spodziewałam się trochę bardziej „dzikiego” klimatu, a tymczasem Marmaris zaskoczyło mnie tym, jakie jest czyste, zadbane, nowoczesne i dobrze rozwinięte. Drogi są równe, wszystko jest bardzo uporządkowane, a sama miejscowość wygląda naprawdę pięknie.
Na miejscu mieliśmy około 5 godzin, więc nie był to oczywiście czas na dokładne poznanie Turcji, ale wystarczył, żeby poczuć klimat Marmaris i zobaczyć, jak wygląda kawałek tego kraju.
Na obiad wybraliśmy oczywiście prawdziwego tureckiego kebaba, i muszę przyznać - był naprawdę pyszny!
To naprawdę piękna, urokliwa miejscowość. Najbardziej zachwyciła mnie marina położona na tle gór, widoki były przepiękne! Do tego turecki bazar, mnóstwo kolorów, zapachów i lokalnego klimatu. Turcy okazali się bardzo mili i serdeczni, a sama miejscowość zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
I tym akcentem kończę już naszą podróżniczą serię z Rodos.

 

14:59:00

Rodos autem – dwa morza, zachód słońca i piękne widoki

    Rodos autem – dwa morza, zachód słońca i piękne widoki

Kolejne dni na Rodos zaczęliśmy od zwiedzania wyspy samochodem. Wypożyczenie auta okazało się świetnym pomysłem, bo dzięki temu mogliśmy pojechać tam, gdzie mieliśmy ochotę, zatrzymać się po drodze i nie martwić się żadnymi godzinami czy rozkładami.
Tego dnia naszym celem była przepiękna plaża, na której spotykają się dwa morza - Egejskie i Śródziemne. Ale zanim tam dotarliśmy, po drodze trafiliśmy na widok, którego absolutnie nie mogliśmy po prostu minąć.
Nie jestem niestety w stanie podać nazwy tego miejsca, ale widok, który widzicie poniżej, był właśnie po drodze na plażę. Był tam taki niewielki spot, gdzie można było spokojnie zjechać samochodem, zatrzymać się i nacieszyć oczy tym, co przed nami. I oczywiście tak zrobiliśmy.
Spędziliśmy tam dobre 20 minut, robiąc zdjęcia i po prostu podziwiając widoki. Naprawdę trudno było się stamtąd ruszyć. Śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z piękniejszych widoków, jakie zobaczyliśmy na całym Rodos.

Po małej sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej, już prosto do naszego głównego celu, miejsca, w którym spotykają się dwa morza.

I tutaj naprawdę było pięknie. Szeroka, piaszczysta plaża, morze, wiatr i ogrom przestrzeni. Co najlepsze, zupełnie przypadkiem trafiliśmy tam w takim momencie, że mogliśmy zostać na zachód słońca. Nie planowaliśmy tego wcześniej, a wyszło idealnie.

Słońce zachodziło prosto nad morzem i wyglądało to naprawdę bajecznie. Córa miała z kolei swój raj, piasek, bieganie, zabawa i wyszalenie się do woli. My mogliśmy trochę odpocząć i nacieszyć się miejscem. Większą część dnia spędziliśmy właśnie tutaj, czekając na zachód słońca. I był to zdecydowanie jeden z tych dni, które zapamiętuje się na długo.
Następnego dnia przyszedł czas na zwiedzanie samego miasta Rodos. Ruszyliśmy do Old Town, czyli Starego Miasta, i od razu poczuliśmy zupełnie inny klimat. Droga do Old Town prowadziła przez turkusowe morze.
Spacerowaliśmy wzdłuż potężnych murów obronnych Rodos, zaglądaliśmy w klimatyczne uliczki i oczywiście przeszliśmy się deptakiem. Jednym z miejsc, które szczególnie nam się spodobało, była Brama Matki Bożej. Widok z jej okolic na morze jest naprawdę piękny.
Samo Stare Miasto ma w sobie coś wyjątkowego. Można trochę pochodzić bez konkretnego planu, skręcać w kolejne uliczki i co chwilę odkrywać coś nowego. Dużo kamienia, stare mury, małe uliczki i ten charakterystyczny, śródziemnomorski klimat.
Niedaleko znajduje się również marina, która zrobiła na nas równie duże wrażenie. Ale jej zwiedzanie zostawiliśmy sobie na kolejny dzień, ponieważ właśnie stamtąd wyruszaliśmy na jednodniową wycieczkę do Turcji. O tej wyprawie opowiem już w kolejnym, i zarazem ostatnim - poście z naszej podróży po Rodos. Tym razem czekała nas podróż szybkim statkiem i całkiem nowa przygoda.

 

Copyright © 2016 Blog By Paulina , Blogger