Po 10 latach wróciłam do Rimini! I tutaj małe sprostowanie dla tych, którzy śledzą mnie również na Instagramie, przez pomyłkę napisałam tam, że minęło 11 lat. Nie chciałam już usuwać relacji, więc oficjalnie prostuję: minęło 10 lat! Tym razem jednak nie wróciliśmy do Rimini tylko we dwoje. Wróciliśmy tam razem z mężem, ale w trochę większym składzie, bo towarzyszyła nam nasza córeczka.Rimini wybraliśmy jako taką naszą bazę wypadową na dłuższy weekend. Chcieliśmy trochę odpocząć, nacieszyć się włoskim klimatem, ale jednocześnie zobaczyć coś więcej. I to był naprawdę świetny pomysł.Jedną z rzeczy, które najbardziej kojarzą mi się z Rimini, jest oczywiście plaża. Jest szeroka, piaszczysta i naprawdę ogromna. We wrześniu trafiliśmy też na bardzo przyjemną pogodę, było ciepło, ale bez męczących upałów, a co najważniejsze, na plaży było naprawdę spokojnie. Zero wakacyjnego tłumu, dużo przestrzeni, ciepły piasek. To właśnie lubię we wrześniowych wyjazdach, można jeszcze poczuć lato, ale bez tego całego wakacyjnego pośpiechu.
Jednego dnia wybraliśmy się do San Marino. I tutaj celowo nie będę się jeszcze za bardzo rozpisywać, bo San Marino zasługuje na osobny wpis – w końcu to już zupełnie inny kraj.Po powrocie z San Marino wróciliśmy jeszcze do Rimini, a następnego dnia ruszyliśmy dalej – tym razem do Bolonii.W Bolonii byłam już kilkanaście lat temu, ale wtedy był to właściwie tylko przystanek i przesiadka. Nie miałam więc czasu, żeby naprawdę zobaczyć miasto. Tym razem było zupełnie inaczej.Mieliśmy kilka godzin na spokojne pospacerowanie po mieście i… Bolonia naprawdę mnie zachwyciła! To duże, piękne, czyste i charakterystyczne miasto, które często określa się mianem „czerwonego miasta” – i patrząc na jego zabudowę, naprawdę łatwo zrozumieć dlaczego.Najbardziej podobały mi się klimatyczne uliczki, charakterystyczne kamienice, skutery i motory stojące niemal wszędzie oraz oczywiście mnóstwo typowo włoskich restauracji, knajpek i kawiarni. W Bolonii naprawdę można poczuć ten prawdziwy włoski vibe.Było pięknie, klimatycznie i zdecydowanie za krótko – chętnie wróciłabym tam jeszcze raz, tym razem na trochę dłużej.Po zwiedzaniu Bolonii wsiedliśmy w samolot i wróciliśmy do Krakowa. To był krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Trochę plaży, trochę zwiedzania, włoskie jedzenie, kawa, spacery, nowe miejsca i powrót do Rimini po dokładnie 10 latach, tym razem już jako rodzice naszej córeczki.
Samo Rimini też bardzo mi się podobało. Sporo czasu spędziliśmy w centrum, spacerując uliczkami, oglądając kolorowe kamienice, okiennice i różnego rodzaju dekoracje na budynkach. Jest tu sporo miejsc, w których aż chce się zatrzymać i zrobić zdjęcie. No i oczywiście nie mogło zabraknąć włoskich knajpek, kawiarni i tego charakterystycznego klimatu, który sprawia, że nawet zwykły spacer po mieście smakuje trochę jak wakacje.
Jednym z charakterystycznych miejsc w Rimini jest również Łuk Augusta (Arco d’Augusto) – zabytkowa brama będąca jednym z symboli miasta. To właśnie takie miejsca przypominają, jak długą i ciekawą historię ma Rimini.Mieliśmy hotel ze śniadaniami i muszę przyznać, że już od samego rana można było poczuć ten włoski klimat. Rogaliczki z czekoladą, panini z prosciutto, pyszna kawa, gorąca czekolada… a do tego można było zrobić sobie kanapkę z Nutellą, czyli absolutnym klasykiem, który przecież pochodzi z Włoch. I tak zaczynaliśmy nasze dni – od pysznego śniadania, kawki i planowania, gdzie tym razem pojedziemy.Choć samo Rimini miało być przede wszystkim miejscem odpoczynku, bardzo szybko okazało się, że jest też świetną bazą wypadową.Jednego dnia wybraliśmy się do San Marino. I tutaj celowo nie będę się jeszcze za bardzo rozpisywać, bo San Marino zasługuje na osobny wpis – w końcu to już zupełnie inny kraj.Po powrocie z San Marino wróciliśmy jeszcze do Rimini, a następnego dnia ruszyliśmy dalej – tym razem do Bolonii.W Bolonii byłam już kilkanaście lat temu, ale wtedy był to właściwie tylko przystanek i przesiadka. Nie miałam więc czasu, żeby naprawdę zobaczyć miasto. Tym razem było zupełnie inaczej.Mieliśmy kilka godzin na spokojne pospacerowanie po mieście i… Bolonia naprawdę mnie zachwyciła! To duże, piękne, czyste i charakterystyczne miasto, które często określa się mianem „czerwonego miasta” – i patrząc na jego zabudowę, naprawdę łatwo zrozumieć dlaczego.Najbardziej podobały mi się klimatyczne uliczki, charakterystyczne kamienice, skutery i motory stojące niemal wszędzie oraz oczywiście mnóstwo typowo włoskich restauracji, knajpek i kawiarni. W Bolonii naprawdę można poczuć ten prawdziwy włoski vibe.Było pięknie, klimatycznie i zdecydowanie za krótko – chętnie wróciłabym tam jeszcze raz, tym razem na trochę dłużej.Po zwiedzaniu Bolonii wsiedliśmy w samolot i wróciliśmy do Krakowa. To był krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Trochę plaży, trochę zwiedzania, włoskie jedzenie, kawa, spacery, nowe miejsca i powrót do Rimini po dokładnie 10 latach, tym razem już jako rodzice naszej córeczki.





















































