14:59:00

Rodos autem – dwa morza, zachód słońca i piękne widoki

    Rodos autem – dwa morza, zachód słońca i piękne widoki

Kolejne dni na Rodos zaczęliśmy od zwiedzania wyspy samochodem. Wypożyczenie auta okazało się świetnym pomysłem, bo dzięki temu mogliśmy pojechać tam, gdzie mieliśmy ochotę, zatrzymać się po drodze i nie martwić się żadnymi godzinami czy rozkładami.
Tego dnia naszym celem była przepiękna plaża, na której spotykają się dwa morza - Egejskie i Śródziemne. Ale zanim tam dotarliśmy, po drodze trafiliśmy na widok, którego absolutnie nie mogliśmy po prostu minąć.
Nie jestem niestety w stanie podać nazwy tego miejsca, ale widok, który widzicie poniżej, był właśnie po drodze na plażę. Był tam taki niewielki spot, gdzie można było spokojnie zjechać samochodem, zatrzymać się i nacieszyć oczy tym, co przed nami. I oczywiście tak zrobiliśmy.
Spędziliśmy tam dobre 20 minut, robiąc zdjęcia i po prostu podziwiając widoki. Naprawdę trudno było się stamtąd ruszyć. Śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z piękniejszych widoków, jakie zobaczyliśmy na całym Rodos.

Po małej sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej, już prosto do naszego głównego celu, miejsca, w którym spotykają się dwa morza.

I tutaj naprawdę było pięknie. Szeroka, piaszczysta plaża, morze, wiatr i ogrom przestrzeni. Co najlepsze, zupełnie przypadkiem trafiliśmy tam w takim momencie, że mogliśmy zostać na zachód słońca. Nie planowaliśmy tego wcześniej, a wyszło idealnie.

Słońce zachodziło prosto nad morzem i wyglądało to naprawdę bajecznie. Córa miała z kolei swój raj, piasek, bieganie, zabawa i wyszalenie się do woli. My mogliśmy trochę odpocząć i nacieszyć się miejscem. Większą część dnia spędziliśmy właśnie tutaj, czekając na zachód słońca. I był to zdecydowanie jeden z tych dni, które zapamiętuje się na długo.
Następnego dnia przyszedł czas na zwiedzanie samego miasta Rodos. Ruszyliśmy do Old Town, czyli Starego Miasta, i od razu poczuliśmy zupełnie inny klimat. Droga do Old Town prowadziła przez turkusowe morze.
Spacerowaliśmy wzdłuż potężnych murów obronnych Rodos, zaglądaliśmy w klimatyczne uliczki i oczywiście przeszliśmy się deptakiem. Jednym z miejsc, które szczególnie nam się spodobało, była Brama Matki Bożej. Widok z jej okolic na morze jest naprawdę piękny.
Samo Stare Miasto ma w sobie coś wyjątkowego. Można trochę pochodzić bez konkretnego planu, skręcać w kolejne uliczki i co chwilę odkrywać coś nowego. Dużo kamienia, stare mury, małe uliczki i ten charakterystyczny, śródziemnomorski klimat.
Niedaleko znajduje się również marina, która zrobiła na nas równie duże wrażenie. Ale jej zwiedzanie zostawiliśmy sobie na kolejny dzień, ponieważ właśnie stamtąd wyruszaliśmy na jednodniową wycieczkę do Turcji. O tej wyprawie opowiem już w kolejnym, i zarazem ostatnim - poście z naszej podróży po Rodos. Tym razem czekała nas podróż szybkim statkiem i całkiem nowa przygoda.

 

15:28:00

Rodos - Lindos i Pefkos

Rodos - Lindos i Pefkos
Na początku września wybraliśmy się na tydzień na Rodos. Polecieliśmy w większym rodzinnym składzie - ja, mój mąż, nasza dwuletnia córeczka, moja mama, tata i brat. Ze względu na to, że podczas wyjazdu zrobiłam naprawdę ogromną ilość zdjęć, postanowiłam podzielić naszą relację na dwa wpisy. Inaczej chyba zanudziłabym Was samymi zdjęciami :p
Na Rodos przylecieliśmy w niedzielę późnym wieczorem, więc tego dnia nie mieliśmy już żadnych większych planów. Po dotarciu do hotelu szybko się rozpakowaliśmy i poszliśmy spać. W końcu od następnego dnia zaczynała się nasza mała grecka przygoda.
Samochód wynajęliśmy dopiero na trzy dni, więc nie mieliśmy go przez cały pobyt. I właśnie dlatego naszą pierwszą wycieczkę do Lindos zorganizowaliśmy trochę inaczej – pojechaliśmy tam taksówką.
Lindos było naszym pierwszym miejscem do zwiedzania i chyba nie mogliśmy wybrać lepiej. To jedno z tych miejsc, które na zdjęciach wyglądają pięknie, ale na żywo robią jeszcze większe wrażenie.
Białe domki, wąskie uliczki, niebieskie okiennice, małe sklepiki z pamiątkami i ten typowo grecki klimat, który od razu sprawia, że człowiek czuje, że naprawdę jest na wakacjach. W tych uliczkach można spokojnie się zgubić i właściwie wcale nie jest to takie złe. Co chwilę trafialiśmy na jakieś nowe miejsce, mały sklepik albo piękny widok.
Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak morze. Ta turkusowa woda wyglądała niesamowicie. W okolicach Lindos znajduje się słynna Zatoka Świętego Pawła – Agios Pavlos – z przepiękną, niemal zamkniętą zatoką i krystalicznie czystą wodą.
Naprawdę mogę powiedzieć, że właśnie tutaj morze podobało mi się najbardziej podczas całego pobytu na Rodos. Ten kolor wody był wręcz nierealny. 💙
Jedyny mały minus? Uliczki w Lindos są momentami naprawdę śliskie. A ja oczywiście nie byłam na to przygotowana. 😂 Ja i moja mama w klapkach próbowałyśmy zachować równowagę na tych kamieniach i momentami wyglądało to trochę jak mały trening równowagi zamiast spaceru. Na szczęście skończyło się tylko na ślizganiu i obyło się bez żadnych upadków.

Ponieważ podróżowaliśmy z dwuletnią córeczką, szybko wypracowaliśmy sobie swój własny rytm dnia. I muszę przyznać, że bardzo dobrze się to sprawdziło.

Przed każdym większym zwiedzaniem najpierw spędzaliśmy około dwóch, czasami trzech godzin na basenie hotelowym. Była kąpiel, zabawa, trochę odpoczynku, a później drzemka córki. I dopiero wtedy ruszaliśmy na zwiedzanie.
Kolejnego dnia postanowiliśmy trochę lepiej poznać miejsce, w którym mieszkaliśmy, czyli Pefkos.
Pefkos okazał się bardzo przyjemnym miejscem. Jest tu zdecydowanie spokojniej niż w bardziej turystycznych i obleganych miejscach Rodos. Dużo zieleni, górzysty krajobraz, piękne widoki i taki wakacyjny, niespieszny klimat.
Bardzo spodobało nam się właśnie to, że jest tu spokojnie. Przy wyjeździe z małym dzieckiem naprawdę docenia się takie rzeczy. Nie trzeba ciągle gdzieś pędzić, można spokojnie wyjść na spacer, zatrzymać się na jedzenie czy po prostu cieszyć się widokiem.

To właśnie tutaj po raz pierwszy podczas wyjazdu wybraliśmy się całą rodziną do restauracji.
Ja oczywiście postawiłam na klasykę, czyli grecką sałatkę. Reszta rodziny zamówiła moussakę, była zarówno wersja wegetariańska, jak i tradycyjna. Nasza córeczka dostała kawałki kurczaczka z tzatziki i, jak można się domyślić, jedzenie na wakacjach smakowało jej wyjątkowo dobrze.
Pefkos bardzo szybko stał się dla nas takim spokojnym miejscem, do którego miło było wracać po całym dniu.
To był dopiero początek naszego tygodnia na Rodos, a już pierwsze dwa dni pokazały nam, że wybraliśmy naprawdę piękne miejsce na rodzinne wakacje.

A to dopiero początek, bo przez kolejne dni zwiedzaliśmy już Rodos z wynajętym samochodem i odwiedziliśmy jeszcze kilka naprawdę pięknych miejsc. O tym napiszę w drugiej części.

11:25:00

Wypad do Berlina na koncert Bruno Marsa

    Wypad do Berlina na koncert Bruno Marsa

Szczerze? Gdyby ktoś jeszcze jakiś czas temu zaproponował mi wyjazd do Berlina, pewnie bym odmówiła. Nigdy nie wydawał mi się kierunkiem, który szczególnie chciałabym odwiedzić. Ale czasami wystarczy jeden dobry powód, żeby całkowicie zmienić zdanie.

Tym powodem był koncert Bruno Marsa na Olympiastadion Berlin. Ponieważ z Krakowa nie było dogodnych lotów, wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w trasę. Ku mojemu zaskoczeniu podróż minęła naprawdę szybko i nie dłużyła się nawet w połowie tak bardzo, jak sobie wyobrażałam.

Przed koncertem udało nam się sporo zobaczyć. Odwiedziliśmy oczywiście Bramę Brandenburską – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Berlina i całych Niemiec. Przez lata była świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii miasta, a po zjednoczeniu Niemiec stała się symbolem pokoju, jedności i zakończenia podziału kraju.
Byliśmy również przy Pomniku Pomordowanych Żydów Europy, miejscu, które robi ogromne wrażenie i skłania do refleksji. To jedna z tych atrakcji, przy których człowiek na chwilę zwalnia i po prostu zatrzymuje się z szacunku dla historii.
Nie mogło też zabraknąć Alexanderplatz, jednego z najbardziej charakterystycznych placów Berlina, tętniącego życiem o każdej porze dnia.
Wjechaliśmy również na wieżę telewizyjną – najwyższą budowlę w Niemczech. Widoki? Jasne, były bardzo ładne, choć po panoramie Nowego Jorku czy widoku z Burj Khalify trudno już o efekt „wow”.  Za to jedno było bezcenne – klimatyzacja! Trafiliśmy na prawdziwą falę upałów i temperatura przekraczała 40°C, więc chwila w chłodzie była chyba największą atrakcją tego dnia. 😂
Berlin bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pojechałam tam dla koncertu, a wróciłam z przekonaniem, że zdecydowanie warto było dać temu miastu szansę.
Odwiedziliśmy także imponującą Katedrę Berlińską. Jej monumentalna kopuła przyciąga wzrok już z daleka, a sam budynek jest jednym z najważniejszych zabytków miasta. To miejsce, które świetnie pokazuje, jak historia Berlina przeplata się z jego współczesnym charakterem.
A teraz kilka słów o tym, po co właściwie pojechaliśmy do Berlina. Bruno Mars zrobił naprawdę fenomenalne show. Od pierwszej do ostatniej piosenki było widać, że to artysta z ogromną charyzmą. Zaśpiewał praktycznie wszystkie swoje największe hity, a do tego dorzucił kilka nowszych utworów. Publiczność śpiewała razem z nim niemal przez cały koncert, a energia na stadionie była niesamowita.
Na ten koncert czekałam pół roku. Zdobycie biletów graniczyło z cudem. Próbowałam kupić je podczas oficjalnej sprzedaży na Ticketmasterze, odczekałam swoje w kolejce, ale zanim przyszła moja kolej, wszystko było już wyprzedane. Ostatecznie udało mi się kupić bilet z drugiej ręki za około 700 zł (oczywiście od osoby). Miejsce było naprawdę daleko od sceny, bo lepsze sektory zniknęły błyskawicznie, ale i tak nie żałuję ani złotówki.
Jeśli miałabym wskazać jakiś minus, to zdecydowanie organizację. Koncert zaczął się dopiero chwilę po 20:00, a ponieważ trafiliśmy na falę upałów, kiedy temperatura w ciągu dnia przekraczała 40°C, nawet wieczorem na stadionie było bardzo gorąco. Do tego przez sporą część występu było jeszcze jasno, więc trochę zabrakło tego koncertowego klimatu, który tworzą światła i nocna atmosfera.
Wracając z koncertu, nie jechaliśmy od razu do Krakowa. Zatrzymaliśmy się na noc w Bolesławcu, żeby trochę odpocząć po pełnym wrażeń dniu. Następnego ranka ruszyliśmy dalej, ale po drodze zrobiliśmy jeszcze przystanek we Wrocławiu na kawę.

Muszę przyznać, że Wrocław zrobił na mnie świetne wrażenie. To miasto ma niesamowity klimat – nowoczesne, pełne życia, a jednocześnie bardzo urokliwe. Zdecydowanie czuć w nim taki europejski charakter. Chętnie wrócę tam kiedyś na dłużej, bo kilka godzin to zdecydowanie za mało, żeby je dobrze poznać.

 

Copyright © 2016 Blog By Paulina , Blogger