Podczas naszej podróży do Sofii od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy ograniczać się tylko do ścisłego centrum. Mimo że hotel mieliśmy w samym sercu miasta, pierwsze kroki skierowaliśmy trochę dalej - do słynnego budynku-ślimaka, czyli Snail house.
Do ścisłego centrum wróciliśmy metrem i rozpoczęliśmy zwiedzanie od jednej z największych atrakcji miasta – imponującej Sobór św. Aleksandra Newskiego.
Z zewnątrz zachwyca złotymi kopułami i monumentalną bryłą, ale wnętrze zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie. Ogromna przestrzeń, półmrok, zapach świec i piękne ikony tworzą niezwykły klimat. To jedna z największych cerkwi prawosławnych na Bałkanach i symbol Sofii.
To niezwykły, kolorowy budynek mieszkalny w kształcie ślimaka. I warto to podkreślić - to nie przedszkole ani szkoła, jak czasem można przeczytać w internecie, tylko normalny dom mieszkalny. Projekt jest absolutnie bajkowy: zakrzywione linie, brak ostrych krawędzi, intensywne kolory i oczywiście ogromna muszla. Wygląda jak wyjęty z książki dla dzieci, a jednak stoi sobie spokojnie wśród zwykłej zabudowy. Już na starcie wiedzieliśmy, że Sofia będzie zaskakiwać.
Wychodząc, minęliśmy również Grób Nieznanego Żołnierza , miejsce pamięci tuż obok katedry, przy którym pali się wieczny ogień.
Kolejnym punktem była Cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy, znana też jako rosyjska cerkiew. Charakterystyczne złote kopuły i zielone dachy sprawiają, że wygląda jak przeniesiona wprost z Moskwy. Tym razem nie wchodziliśmy do środka, ale sam budynek robi ogromne wrażenie.
Po krótkiej przerwie na kawę (tak, klasycznie w Starbucks 😄) ruszyliśmy dalej, do najstarszego zachowanego budynku w mieście, Cerkiew św. Jerzego
Ta niewielka, ceglana rotunda pochodzi z IV wieku i rzeczywiście jest pozostałością po czasach rzymskich. W starożytności Sofia nosiła nazwę Serdica i była ważnym miastem w Imperium Rzymskim. Do dziś w centrum można zobaczyć fragmenty rzymskichg murów, ulic i budowli. Spacerując, mijaliśmy ruiny dawnego miasta, to fascynujące uczucie chodzić po miejscu, gdzie dwa tysiące lat temu toczyło się życie rzymskiej metropolii.
Udało nam się też zobaczyć dawną Łaźnię Miejską, czyli dzisiejsze Regional History Museum Sofia. Ten charakterystyczny,pomarańczowo-ceglasty budynek z jasnymi zdobieniami i kopułami od razu przyciąga wzrok. Stoi tuż obok fontanny i źródeł wody mineralnej, z których mieszkańcy do dziś korzystają. Bardzo podobała mi się jego architektura – elegancka, dopracowana w detalach, z lekkim orientalnym klimatem. Trudno uwierzyć, że kiedyś były tu po prostu miejskie łaźnie. To miejsce pięknie pokazuje, jak historia przeplata się w Sofii z codziennym życiem.
Idąc dalej wzdłuż dawnych łaźni, natknęliśmy się na zabytkowy, zielony tramwaj, który stoi tam jako mały akcent historyczny i świetne tło do zdjęć. W jego pobliżu uwagę przyciąga również charakterystyczny budynek z kopułą i smukłym minaretem – to Banya Bashi Mosque, jedyny czynny meczet w Sofii. Powstał w XVI wieku w czasach panowania osmańskiego i do dziś jest ważnym miejscem dla lokalnej społeczności muzułmańskiej. Co ciekawe, jego nazwa nawiązuje do pobliskich łaźni („wielu łaźni”), bo meczet został zbudowany tuż obok naturalnych źródeł termalnych. To niesamowite, jak w jednym miejscu spotykają się rzymskie ruiny, osmańska architektura, secesyjny budynek dawnych łaźni i elementy miejskiej komunikacji – Sofia naprawdę potrafi zaskakiwać swoją różnorodnością.
Na obiad wybraliśmy coś lokalnego. Zamówiliśmy zupę brokułową, a na drugie jajko ze szpinakiem. Mateusz postawił bardziej konkretnie, wziął kiełbaski. Prosto, ale bardzo smacznie.
Po posiłku przeszliśmy się reprezentacyjną ulicą Vitosha Boulevard. To główny deptak miasta, pełen sklepów, restauracji i kawiarni, z widokiem na góry Witosza w tle.
To miasto pełne kontrastów, rzymskie ruiny obok cerkwi, socjalistyczna architektura obok secesyjnych kamienic, nowoczesne kawiarnie obok historycznych zabytków. Sofia nie jest oczywistym kierunkiem, ale właśnie dlatego potrafi pozytywnie zaskoczyć.
Idąc w dół bulwaru dotarliśmy do charakterystycznego budynku z lwami, to National Palace of Culture (NDK). To ogromne centrum kongresowo-kulturalne z czasów socjalistycznych, jedno z największych tego typu na Bałkanach. Monumentalne, surowe, trochę kontrastujące z historyczną częścią miasta, ale właśnie to w Sofii jest ciekawe: mieszanka epok, stylów i wpływów.
Pogoda przez większość dnia nie rozpieszczała, było chłodno i pochmurno. Słońce wyszło dopiero pod koniec, właściwie wtedy, gdy musieliśmy już kierować się w stronę lotniska. Trochę jak na złość.






















































