Jednym z naszych kolejnych przystanków podczas pobytu w Tunezji było El Jem, niewielkie miasteczko oddalone od naszego hotelu o około 80 km. To właśnie tam znajduje się jeden z największych skarbów kraju – imponujący rzymski amfiteatr, który jest największym i najlepiej zachowanym amfiteatrem w Afryce.Powstał około 238 roku n.e., za czasów Cesarstwa Rzymskiego, i mógł pomieścić nawet 35 tysięcy widzów. To właśnie tutaj odbywały się walki gladiatorów, polowania na dzikie zwierzęta i inne widowiska, które przed wiekami przyciągały tłumy. Co ciekawe, amfiteatr został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO i do dziś zachwyca swoim rozmiarem oraz świetnym stanem zachowania.Spacerując po jego korytarzach i podziemiach, naprawdę można było poczuć klimat dawnych czasów i wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w tym miejscu blisko 1800 lat temu.Jedną z największych ciekawostek jest to, że amfiteatr w El Jem nigdy nie został ukończony w stu procentach. Mimo to do dziś zachwyca swoją monumentalną konstrukcją i jest uznawany za trzeci największy rzymski amfiteatr na świecie, zaraz po Koloseum w Rzymie i amfiteatrze w Kapui. Zbudowano go z ogromnych bloków piaskowca, bez użycia zaprawy murarskiej, a jego konstrukcja przetrwała niemal 1800 lat.W średniowieczu amfiteatr pełnił również rolę twierdzy. Jego masywne mury dawały schronienie mieszkańcom podczas najazdów, a z biegiem czasu część kamieni została wykorzystana do budowy okolicznych domów i innych budowli. Mimo tego do dziś robi ogromne wrażenie i pozwala wyobrazić sobie potęgę Imperium Rzymskiego.Co ciekawe, jeśli oglądaliście film „Gladiator”, niektóre sceny były inspirowane właśnie tym miejscem, a sam amfiteatr często wykorzystywany jest jako plener filmowy i miejsce organizacji koncertów muzyki symfonicznej. Dzięki doskonałej akustyce odbywa się tu również coroczny Międzynarodowy Festiwal Muzyki Symfonicznej.Równie ciekawa okazała się sama podróż do El Jem. Pojechaliśmy taksówką, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć Tunezję z zupełnie innej perspektywy – tę mniej turystyczną, bardziej surową i autentyczną. Mijaliśmy niewielkie miejscowości, pola uprawne i miejsca, do których turyści raczej nie zaglądają. To był zupełnie inny obraz kraju niż ten, który można zobaczyć z hotelowego resortu.Nie ukrywam, że przez całą drogę modliłam się tylko o jedno, żeby samochód się nie zepsuł. 😅 Widząc niektóre miasteczka, miałam w głowie myśl, że zdecydowanie nie chciałabym utknąć tam na kilka godzin. Być może nic by się nie wydarzyło, ale wyobraźnia działała na pełnych obrotach. Na szczęście wszystko przebiegło bez żadnych problemów, a my wróciliśmy z kolejnymi pięknymi wspomnieniami i jeszcze lepiej poznaliśmy prawdziwe oblicze Tunezji.














































