17:56:00

San Marino – jednodniowa wycieczka z Rimini

San Marino – jednodniowa wycieczka z Rimini

Podczas pobytu w Rimini postanowiłam wybrać się na jednodniową wycieczkę do San Marino. To był świetny pomysł na oderwanie się od plażowania i zobaczenie czegoś zupełnie innego. Do San Marino pojechałam autokarem z Rimini, więc cała wyprawa była bardzo wygodna i nie musiałam martwić się o samochód ani o szukanie miejsca do parkowania.
Podróż nie trwała długo, a po drodze można było podziwiać włoskie krajobrazy. Kiedy w końcu dotarłam do San Marino, od razu poczułam, że znalazłam się w zupełnie innym miejscu. To niewielkie państwo położone na górze Monte Titano zachwyca przede wszystkim widokami i klimatycznymi, wąskimi uliczkami.
Najbardziej podobało mi się spacerowanie po historycznym centrum. Kamienne uliczki, stare budynki, małe sklepiki i liczne punkty widokowe tworzą naprawdę wyjątkową atmosferę. Momentami miałam wrażenie, jakbym przeniosła się do średniowiecznego miasteczka.
Spacerując po San Marino, bardzo szybko można zauważyć, że historia tego miejsca jest dosłownie wszędzie. Kamienne mury otaczające stare miasto nie są tylko dekoracją – przez wieki pełniły funkcję obronną i strzegły mieszkańców republiki.
Oczywiście nie mogłam ominąć słynnych wież San Marino. To właśnie z okolic wież rozciągają się przepiękne widoki na okolicę. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć naprawdę spory kawałek włoskiego wybrzeża. Sam spacer po Monte Titano był dla mnie jedną z najprzyjemniejszych części całej wycieczki.
Po zwiedzaniu znalazł się też czas na kawę, coś dobrego do jedzenia i oczywiście małe zakupy. San Marino słynie z licznych sklepików z pamiątkami, więc trudno było wrócić z pustymi rękami.
Choć była to tylko jednodniowa wycieczka, mam wrażenie, że zobaczyłam naprawdę dużo. San Marino jest niewielkie, ale ma swój wyjątkowy charakter i zdecydowanie warto poświęcić jeden dzień podczas pobytu w okolicach Rimini, żeby je odwiedzić.
To był jeden z tych momentów w San Marino, kiedy zatrzymałam się na dłużej, żeby po prostu popatrzeć na widok. Znajdujemy się wysoko na Monte Titano, w historycznym centrum San Marino. Miasto położone jest około 750 m n.p.m. i otaczają je potężne, średniowieczne mury.
Dla mnie był to bardzo udany dzień – trochę zwiedzania, piękne widoki, spacerowanie bez pośpiechu i możliwość zobaczenia jednego z najmniejszych państw Europy. Jeśli będziecie w Rimini, zdecydowanie polecam wpisać San Marino na swoją listę miejsc do odwiedzenia.

 

19:56:00

Rimini i Bolonia, powrót po 10 latach

Rimini i Bolonia, powrót po 10 latach

Po 10 latach wróciłam do Rimini! I tutaj małe sprostowanie dla tych, którzy śledzą mnie również na Instagramie, przez pomyłkę napisałam tam, że minęło 11 lat. Nie chciałam już usuwać relacji, więc oficjalnie prostuję: minęło 10 lat! Tym razem jednak nie wróciliśmy do Rimini tylko we dwoje. Wróciliśmy tam razem z mężem, ale w trochę większym składzie, bo towarzyszyła nam nasza córeczka.

Rimini wybraliśmy jako taką naszą bazę wypadową na dłuższy weekend. Chcieliśmy trochę odpocząć, nacieszyć się włoskim klimatem, ale jednocześnie zobaczyć coś więcej. I to był naprawdę świetny pomysł.
Jedną z rzeczy, które najbardziej kojarzą mi się z Rimini, jest oczywiście plaża. Jest szeroka, piaszczysta i naprawdę ogromna. We wrześniu trafiliśmy też na bardzo przyjemną pogodę, było ciepło, ale bez męczących upałów, a co najważniejsze, na plaży było naprawdę spokojnie. Zero wakacyjnego tłumu, dużo przestrzeni, ciepły piasek. To właśnie lubię we wrześniowych wyjazdach, można jeszcze poczuć lato, ale bez tego całego wakacyjnego pośpiechu.

Samo Rimini też bardzo mi się podobało. Sporo czasu spędziliśmy w centrum, spacerując uliczkami, oglądając kolorowe kamienice, okiennice i różnego rodzaju dekoracje na budynkach. Jest tu sporo miejsc, w których aż chce się zatrzymać i zrobić zdjęcie. No i oczywiście nie mogło zabraknąć włoskich knajpek, kawiarni i tego charakterystycznego klimatu, który sprawia, że nawet zwykły spacer po mieście smakuje trochę jak wakacje.

Jednym z charakterystycznych miejsc w Rimini jest również Łuk Augusta (Arco d’Augusto) – zabytkowa brama będąca jednym z symboli miasta. To właśnie takie miejsca przypominają, jak długą i ciekawą historię ma Rimini.
Mieliśmy hotel ze śniadaniami i muszę przyznać, że już od samego rana można było poczuć ten włoski klimat. Rogaliczki z czekoladą, panini z prosciutto, pyszna kawa, gorąca czekolada… a do tego można było zrobić sobie kanapkę z Nutellą, czyli absolutnym klasykiem, który przecież pochodzi z Włoch. I tak zaczynaliśmy nasze dni – od pysznego śniadania, kawki i planowania, gdzie tym razem pojedziemy.
Choć samo Rimini miało być przede wszystkim miejscem odpoczynku, bardzo szybko okazało się, że jest też świetną bazą wypadową.

Jednego dnia wybraliśmy się do San Marino. I tutaj celowo nie będę się jeszcze za bardzo rozpisywać, bo San Marino zasługuje na osobny wpis – w końcu to już zupełnie inny kraj.
Po powrocie z San Marino wróciliśmy jeszcze do Rimini, a następnego dnia ruszyliśmy dalej – tym razem do Bolonii.
W Bolonii byłam już kilkanaście lat temu, ale wtedy był to właściwie tylko przystanek i przesiadka. Nie miałam więc czasu, żeby naprawdę zobaczyć miasto. Tym razem było zupełnie inaczej.
Mieliśmy kilka godzin na spokojne pospacerowanie po mieście i… Bolonia naprawdę mnie zachwyciła! To duże, piękne, czyste i charakterystyczne miasto, które często określa się mianem „czerwonego miasta” – i patrząc na jego zabudowę, naprawdę łatwo zrozumieć dlaczego.
Najbardziej podobały mi się klimatyczne uliczki, charakterystyczne kamienice, skutery i motory stojące niemal wszędzie oraz oczywiście mnóstwo typowo włoskich restauracji, knajpek i kawiarni. W Bolonii naprawdę można poczuć ten prawdziwy włoski vibe.
Było pięknie, klimatycznie i zdecydowanie za krótko – chętnie wróciłabym tam jeszcze raz, tym razem na trochę dłużej.
Po zwiedzaniu Bolonii wsiedliśmy w samolot i wróciliśmy do Krakowa. To był krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Trochę plaży, trochę zwiedzania, włoskie jedzenie, kawa, spacery, nowe miejsca i powrót do Rimini po dokładnie 10 latach, tym razem już jako rodzice naszej córeczki.

 

11:56:00

Marmaris - Turcja (z Rodos statkiem do Turcji)

Marmaris - Turcja (z Rodos statkiem do Turcji)

To już ostatni post z naszej wycieczki i zostawiłam sobie na koniec naprawdę fajną odskocznię, Marmaris.
Do Turcji przypłynęliśmy promem, a po zejściu z pokładu czekał już na nas autokar, którym ruszyliśmy na zwiedzanie. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze tureckie centrum jubilerskie, gdzie można było kupić biżuterię. I tutaj mały minus całej wycieczki, było to dla mnie trochę zbyt mocno nastawione na sprzedaż i momentami czułam typowe „naciąganie” turystów. Ale później… Marmaris wynagrodziło wszystko!
Oczywiście nie mogło zabraknąć poznawania tureckiej kuchni. Spróbowałam prawdziwej tureckiej kawy, podawanej z tradycyjnym lokum (Turkish delight), czyli tym charakterystycznym słodkim dodatkiem, a do tego oczywiście orzeszki. Była też okazja spróbować tureckich lodów, i to jest zupełnie osobna atrakcja, bo ich konsystencja i sposób podawania naprawdę różnią się od naszych.
Co ciekawe, jadąc do Turcji po raz pierwszy, miałam w głowie zupełnie inne wyobrażenie tego kraju. Spodziewałam się trochę bardziej „dzikiego” klimatu, a tymczasem Marmaris zaskoczyło mnie tym, jakie jest czyste, zadbane, nowoczesne i dobrze rozwinięte. Drogi są równe, wszystko jest bardzo uporządkowane, a sama miejscowość wygląda naprawdę pięknie.
Na miejscu mieliśmy około 5 godzin, więc nie był to oczywiście czas na dokładne poznanie Turcji, ale wystarczył, żeby poczuć klimat Marmaris i zobaczyć, jak wygląda kawałek tego kraju.
Na obiad wybraliśmy oczywiście prawdziwego tureckiego kebaba, i muszę przyznać - był naprawdę pyszny!
To naprawdę piękna, urokliwa miejscowość. Najbardziej zachwyciła mnie marina położona na tle gór, widoki były przepiękne! Do tego turecki bazar, mnóstwo kolorów, zapachów i lokalnego klimatu. Turcy okazali się bardzo mili i serdeczni, a sama miejscowość zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
I tym akcentem kończę już naszą podróżniczą serię z Rodos.

 

Copyright © 2016 Blog By Paulina , Blogger