Po małej sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej, już prosto do naszego głównego celu, miejsca, w którym spotykają się dwa morza.
I tutaj naprawdę było pięknie. Szeroka, piaszczysta plaża, morze, wiatr i ogrom przestrzeni. Co najlepsze, zupełnie przypadkiem trafiliśmy tam w takim momencie, że mogliśmy zostać na zachód słońca. Nie planowaliśmy tego wcześniej, a wyszło idealnie.
Słońce zachodziło prosto nad morzem i wyglądało to naprawdę bajecznie. Córa miała z kolei swój raj, piasek, bieganie, zabawa i wyszalenie się do woli. My mogliśmy trochę odpocząć i nacieszyć się miejscem. Większą część dnia spędziliśmy właśnie tutaj, czekając na zachód słońca. I był to zdecydowanie jeden z tych dni, które zapamiętuje się na długo.Następnego dnia przyszedł czas na zwiedzanie samego miasta Rodos. Ruszyliśmy do Old Town, czyli Starego Miasta, i od razu poczuliśmy zupełnie inny klimat. Droga do Old Town prowadziła przez turkusowe morze.Spacerowaliśmy wzdłuż potężnych murów obronnych Rodos, zaglądaliśmy w klimatyczne uliczki i oczywiście przeszliśmy się deptakiem. Jednym z miejsc, które szczególnie nam się spodobało, była Brama Matki Bożej. Widok z jej okolic na morze jest naprawdę piękny.Samo Stare Miasto ma w sobie coś wyjątkowego. Można trochę pochodzić bez konkretnego planu, skręcać w kolejne uliczki i co chwilę odkrywać coś nowego. Dużo kamienia, stare mury, małe uliczki i ten charakterystyczny, śródziemnomorski klimat.Niedaleko znajduje się również marina, która zrobiła na nas równie duże wrażenie. Ale jej zwiedzanie zostawiliśmy sobie na kolejny dzień, ponieważ właśnie stamtąd wyruszaliśmy na jednodniową wycieczkę do Turcji. O tej wyprawie opowiem już w kolejnym, i zarazem ostatnim - poście z naszej podróży po Rodos. Tym razem czekała nas podróż szybkim statkiem i całkiem nowa przygoda.




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jak już tu jesteś , zostaw po sobie ślad - komentarz :*